Starsze pokolenie dźwiga szkołę na barkach – po 30 godzin tygodniowo, czasem i więcej. Statystyki MEN pokazują malejącą liczbę wakatów, ale rzeczywistość w klasach mówi coś zupełnie innego. Młodych w zawodzie jak na lekarstwo, a ci, którzy trafiają do szkół, szybko się z nich wykruszają.


Dlaczego?
pensja startowa nie pozwala się utrzymać,
brak dodatków i realnego wsparcia,
ciągła niepewność i nieustanne zmiany prawa oświatowego,
w hierarchii edukacyjnej młody nauczyciel zawsze stoi na końcu kolejki.
Szkoły jadą na rezerwie. Uczniowie zderzają się z coroczną zmianą nauczyciela przedmiotu, tracą poczucie stabilności i więź, która mogłaby być fundamentem edukacji.
A politycy? Rozmawiają, liczą, przerzucają się obietnicami o „powiązaniu płac z przeciętnym wynagrodzeniem”. Tymczasem czas płynie, średnia wieku nauczycieli rośnie, a młodzi… odchodzą.
Pytanie brzmi: jak długo szkoła w Polsce pojedzie jeszcze „na rozpędzie”?
—